Największym błędem w życiu jest bycie dobrym dla wszystkich.

Dobroć od pokoleń przedstawiana jest jako jedna z najwyższych ludzkich wartości. Już od najmłodszych lat słyszymy, że warto być uprzejmym, pomocnym i wyrozumiałym, ponieważ właśnie tacy ludzie zasługują na szacunek. Rodzice uczą dzieci, aby dzieliły się z innymi, nauczyciele nagradzają zgodność i posłuszeństwo, a społeczeństwo często stawia za wzór osoby, które dla dobra innych potrafią zrezygnować z własnych potrzeb. Samo w sobie nie jest to niczym złym. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy dobroć przestaje być świadomym wyborem, a zaczyna być obowiązkiem, który prowadzi do stopniowego rezygnowania z samego siebie. Człowiek wychowany w przekonaniu, że zawsze powinien ustąpić, przemilczeć własne zdanie i zrezygnować z własnych potrzeb, bardzo często nie zauważa momentu, w którym przestaje być szanowany, a zaczyna być po prostu wykorzystywany.


Wiele osób żyje w przeświadczeniu, że odmowa jest czymś niewłaściwym. Czują wyrzuty sumienia, kiedy nie odbiorą telefonu, nie zgodzą się na kolejną przysługę albo nie poświęcą swojego czasu dla kogoś, kto tego oczekuje. Paradoks polega na tym, że takie osoby bardzo często nie otrzymują podobnego zaangażowania z drugiej strony. Ich dobroć staje się jednostronnym zobowiązaniem, podczas gdy inni przyzwyczajają się do tego, że zawsze mogą liczyć na kolejne ustępstwo. Granica przesuwa się niemal niezauważalnie. Najpierw jest jedna przysługa, później następna, następnie kolejne poświęcenia, aż w pewnym momencie okazuje się, że własne potrzeby od dawna znajdują się na samym końcu listy.

Najbardziej niepokojące jest to, że społeczeństwo często pochwala takie zachowanie. Osoba, która nie potrafi odmówić, bywa określana jako serdeczna, uczynna i dobra. Człowiek, który zaczyna wyznaczać granice, bardzo szybko otrzymuje łatkę egoisty, osoby trudnej albo niewdzięcznej. Powstaje wówczas niezwykle niebezpieczny mechanizm. Wielu ludzi zaczyna wierzyć, że szacunek można zdobyć wyłącznie poprzez nieustanne poświęcanie siebie. Tymczasem prawdziwy szacunek nigdy nie powinien być nagrodą za rezygnację z własnej godności.

Relacje damsko męskie doskonale pokazują, jak łatwo dobroć może zostać błędnie zinterpretowana. Zdarza się, że jedna osoba przez lata stara się naprawiać każdy konflikt, usprawiedliwia każde zachowanie partnera i nieustannie wierzy, że wystarczy jeszcze trochę cierpliwości, aby wszystko się zmieniło. Druga strona stopniowo przyzwyczaja się do tego, że niemal każda sytuacja zostanie wybaczona. Dobroć przestaje być wartością, a staje się przewidywalnym zasobem, z którego można korzystać bez większych konsekwencji. Taka relacja coraz rzadziej opiera się na wzajemnym szacunku, a coraz częściej na nierównowadze.


Podobny mechanizm można zauważyć również poza związkami. W pracy najbardziej sumienni pracownicy często otrzymują coraz więcej obowiązków, ponieważ wiadomo, że wykonają je bez protestu. W rodzinie jedna osoba przez lata organizuje święta, pomaga wszystkim i rozwiązuje cudze problemy, podczas gdy reszta uznaje to za coś całkowicie naturalnego. Wśród znajomych zawsze znajdzie się ktoś, kto pożyczy pieniądze, zawiezie na lotnisko, pomoże przy przeprowadzce i zrezygnuje z własnych planów. Trudno oprzeć się wrażeniu, że świat bardzo szybko przyzwyczaja się do ludzi, którzy zawsze mówią "tak". Jeszcze szybciej zapomina natomiast, ile kosztuje ich takie życie.

Nie oznacza to oczywiście, że ludzie świadomie planują wykorzystywanie innych. Wielu z nich nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że przekracza czyjeś granice. Człowiek ma naturalną tendencję do korzystania z możliwości, które sami przed nim otwieramy. Jeżeli przez wiele lat pokazujemy, że jesteśmy dostępni o każdej porze dnia i nocy, trudno oczekiwać, że otoczenie nagle zacznie zachowywać się inaczej. Właśnie dlatego odpowiedzialność za własne granice zawsze spoczywa przede wszystkim na nas samych. 

Najbardziej kontrowersyjna myśl brzmi jednak inaczej. Bycie dobrym dla wszystkich wcale nie jest oznaką wielkiej siły charakteru. Bardzo często jest oznaką lęku przed odrzuceniem. Człowiek boi się, że przestanie być lubiany, jeżeli odmówi. Obawia się utraty związku, przyjaźni albo akceptacji. W efekcie nie podejmuje decyzji zgodnych z własnym sumieniem, lecz z oczekiwaniami otoczenia. Takie życie stopniowo odbiera poczucie sprawczości, ponieważ każda kolejna decyzja uzależniona jest od tego, co pomyślą inni.


W tym miejscu warto zatrzymać się przy idei Flondrianizmu. Nie jest to filozofia zachęcająca do egoizmu ani do odwracania się od ludzi. Flondrianizm zakłada świadome życie, oparte na nieustannym rozwoju, samodzielnym myśleniu oraz odpowiedzialności za własne decyzje. Człowiek świadomy nie odrzuca dobra, lecz stara się zrozumieć, kiedy jego dobroć naprawdę pomaga, a kiedy zaczyna prowadzić do własnego cierpienia. Świadomość nie polega na tym, aby podejrzewać wszystkich o złe intencje. Polega na umiejętności dostrzegania rzeczywistości taką, jaka jest, nawet wtedy, gdy nie jest ona wygodna.

Flondrianizm wychodzi z założenia, że rozwój nie kończy się wraz z opuszczeniem szkolnej ławki. Prawdziwa edukacja trwa przez całe życie. Człowiek powinien czytać książki, poznawać historię, interesować się psychologią, ekonomią, filozofią, obserwować społeczeństwo oraz wyciągać wnioski z własnych doświadczeń. Wiedza nie służy wyłącznie zdobywaniu zawodu. Jej najważniejszym zadaniem jest nauczenie człowieka rozpoznawania mechanizmów, które wpływają na jego życie. Im więcej rozumiemy, tym trudniej jest nami manipulować. Im lepiej poznajemy ludzką naturę, tym łatwiej odróżniamy szczere intencje od zwykłego wykorzystywania.

Świadomy człowiek nie rezygnuje z empatii. Nadal pomaga innym, okazuje szacunek i stara się budować dobre relacje. Różnica polega na tym, że robi to z własnej woli, a nie z poczucia obowiązku lub strachu. Wie, że pomoc ma wartość tylko wtedy, gdy nie prowadzi do niszczenia samego siebie. Rozumie również, że zdrowa relacja wymaga wzajemności. Człowiek, który nieustannie daje, lecz nigdy niczego nie otrzymuje, z czasem przestaje budować relację. Zaczyna jedynie podtrzymywać cudzy komfort.


Historia pokazuje, że społeczeństwa rozwijają się dzięki ludziom, którzy potrafili myśleć samodzielnie. Wiele powszechnie uznawanych dziś prawd jeszcze kilkadziesiąt lat temu budziło ogromne kontrowersje. Właśnie dlatego tak ważne jest zadawanie pytań i poddawanie w wątpliwość utartych schematów. Skoro od dziecka słyszymy, że dobry człowiek powinien zawsze ustępować, warto zapytać, komu taki model naprawdę przynosi największe korzyści. Czy osobie, która nieustannie się poświęca, czy może tym, którzy z jej poświęcenia korzystają?

Często powtarza się, że dobro zawsze wraca. Pięknie brzmiące zdanie nie zawsze znajduje jednak potwierdzenie w rzeczywistości. Dobro rzeczywiście może wracać, ale tylko wtedy, gdy trafia na ludzi, którzy potrafią je docenić. W przeciwnym razie staje się zasobem, z którego ktoś korzysta bez końca. Warto odróżnić idealistyczne hasła od realnego życia. Świat nie składa się wyłącznie z ludzi uczciwych, tak samo jak nie składa się wyłącznie z ludzi złych. Składa się z ludzi bardzo różnych, dlatego rozsądek powinien iść w parze z empatią.

Największym błędem nie jest więc sama dobroć. Największym błędem jest dobroć pozbawiona świadomości. Człowiek, który nie zna własnej wartości, nie wyznacza granic i za wszelką cenę pragnie zadowolić wszystkich wokół, prędzej czy później zapłaci za to wysoką cenę. Straci czas, energię, zdrowie, a niekiedy również poczucie własnej tożsamości. Trudno budować szczęśliwe życie, kiedy całe siły poświęca się na spełnianie oczekiwań innych ludzi. Być może prawdziwa dobroć wcale nie polega na tym, aby zawsze mówić "tak". Być może polega na odwadze, by powiedzieć "nie", kiedy sytuacja tego wymaga, jednocześnie zachowując kulturę, szacunek i życzliwość. Człowiek nie staje się egoistą tylko dlatego, że zaczyna chronić własne granice. Przeciwnie. Dopiero wtedy jego pomoc staje się szczera, ponieważ wynika z wolnego wyboru, a nie z przymusu.

Flondrianizm przypomina, że świadome życie wymaga odwagi do myślenia, uczenia się i nieustannego analizowania własnych doświadczeń. Człowiek, który rozwija swoją wiedzę, obserwuje świat i wyciąga z niego wnioski, z czasem przestaje być łatwym celem dla manipulacji. Nadal pozostaje dobrym człowiekiem, lecz jego dobroć nie jest już naiwnością. Staje się świadomą decyzją człowieka, który szanuje innych, ale równie mocno szanuje samego siebie. Być może właśnie taka równowaga jest jedną z najważniejszych umiejętności, jakie można zdobyć we współczesnym świecie.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy mężczyzna ma prawo nie chcieć kobiety z dzieckiem?

Choroby nie są przypadkiem – flondriańska prawda o uzdrawianiu.

To, co Cię podnieca, pokazuje poziom Twojej świadomości!