MOŻE WCALE NIE CHCESZ PRZESTAĆ CIERPIEĆ? CIAŁO BOLESNE TO UWIELBIA...

Każdy człowiek niesie przez życie pewien bagaż emocjonalny, chociaż nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak ciężki potrafi on z czasem się stać. Zbieramy doświadczenia, słowa, spojrzenia, rozczarowania, niespełnione oczekiwania, poczucie niesprawiedliwości, odrzucenia, zazdrości czy krzywdy, a później idziemy dalej, często przekonani, że skoro konkretne wydarzenie należy już do przeszłości, to również związane z nim emocje zostały tam razem z nim. Rzeczywistość bywa jednak zupełnie inna, ponieważ człowiek może przestać mówić o jakiejś historii, może przez kilka lat nie widzieć osoby, która go zraniła, może nawet świadomie twierdzić, że dawno już o wszystkim zapomniał, a mimo to gdzieś głęboko nadal przechowywać emocjonalny ślad tamtego doświadczenia. Flondrianizm patrzy na takie nagromadzone emocje jak na pewnego rodzaju ciało bolesne, czyli energetyczny byt powstający ze wszystkiego, czego przez lata nie potrafiliśmy naprawdę puścić.

Ciało bolesne nie powstaje w jeden dzień. Budujemy je powoli, często zupełnie nieświadomie, dokładając do niego kolejne rozczarowania, żale, zazdrość, zawiść, poczucie winy, gniew i wszystkie te emocje, które pojawiły się w naszym życiu, lecz zamiast przepłynąć przez nas i odejść, zostały zatrzymane. Jedna trudna emocja prawdopodobnie niewiele zmienia, podobnie jak pojedyncza kropla wody nie tworzy oceanu, jednak tysiące takich kropli zebranych w jednym miejscu zaczynają mieć ogromną siłę. Człowiek może przez wiele lat nie zdawać sobie sprawy, że niektóre jego reakcje wcale nie dotyczą wyłącznie teraźniejszości, ponieważ obecne wydarzenie staje się jedynie zapalnikiem uruchamiającym cały magazyn emocji zgromadzonych znacznie wcześniej.

Właśnie dlatego czasami reagujemy niewspółmiernie mocno na rzeczy pozornie niewielkie. Jedno zdanie partnera potrafi wywołać wielogodzinną awanturę, czyjś sukces powoduje nagły przypływ zazdrości, niewinna krytyka sprawia, że czujemy się całkowicie bezwartościowi, a brak odpowiedzi na wiadomość zaczyna być interpretowany jako odrzucenie. Człowiek jest wtedy przekonany, że źródłem jego emocji jest dokładnie to, co wydarzyło się przed chwilą, chociaż w rzeczywistości obecna sytuacja mogła jedynie dotknąć miejsca, które bolało już dużo wcześniej. Ciało bolesne właśnie na takie momenty czeka, ponieważ potrzebuje kolejnych negatywnych emocji, aby podtrzymywać własne istnienie.

Można wyobrazić sobie je jako byt, który nieustannie szuka pożywienia, chociaż oczywiście nie należy rozumieć tego jako fizycznej istoty mieszkającej gdzieś wewnątrz człowieka. Jest to raczej nagromadzona energia bólu, która poprzez kolejne podobne emocje łączy się w coraz silniejszą strukturę. Żal przyciąga kolejny żal, zazdrość znajduje następny powód do zazdrości, zawiść zaczyna szukać człowieka, wobec którego można ją poczuć, a poczucie krzywdy przypomina wszystkie sytuacje, w których życie wcześniej wydawało się niesprawiedliwe. Ciało bolesne nie jest zainteresowane rozwiązaniem problemu, ponieważ rozwiązanie oznaczałoby dla niego utratę źródła energii. Potrzebuje dalszego przeżywania, analizowania i odtwarzania tych samych emocji.

Najbardziej podstępne jest to, że w chwili jego aktywacji człowiek zazwyczaj nie zdaje sobie sprawy z tego, co się z nim dzieje. Nie myśli przecież: „właśnie obudziło się moje ciało bolesne”. Jest przekonany, że po prostu ma rację, ktoś rzeczywiście go skrzywdził, świat jest niesprawiedliwy, inni mają lepiej albo koniecznie trzeba natychmiast zareagować. W głowie zaczynają powstawać kolejne myśli, a każda z nich dostarcza emocji jeszcze więcej paliwa. Człowiek przypomina sobie inne sytuacje, zaczyna układać argumenty, prowadzi w swojej głowie rozmowy, które nigdy się nie wydarzyły, wraca do przeszłości i tworzy przyszłe scenariusze, przez co coś, co początkowo było niewielkim ukłuciem emocjonalnym, po kilkunastu minutach może stać się ogromną falą gniewu albo rozpaczy.

Ciało bolesne nie zawsze musi objawiać się spektakularnym wybuchem. Czasami działa bardzo cicho, przez wiele lat pozostając niemal niezauważone. Może objawiać się nieustannym porównywaniem swojego życia z życiem innych ludzi, chronicznym poczuciem niesprawiedliwości, potrzebą udowadniania własnej wartości, wracaniem myślami do dawnych krzywd albo przekonaniem, że szczęście innych ludzi w jakiś sposób odbiera coś nam. Człowiek może nawet przyzwyczaić się do takiego sposobu funkcjonowania do tego stopnia, że zacznie uważać go za element własnej osobowości. Zazdrosna osoba mówi wtedy, że „już taka jest”, człowiek przepełniony gniewem uważa się po prostu za porywczego, a ktoś od lat noszący żal zaczyna budować swoją tożsamość wokół historii tego, jak bardzo został kiedyś skrzywdzony.

Flondrianizm zakłada jednak, że nie jesteśmy każdą emocją, która przez nas przepływa. Możemy doświadczać zazdrości, ale nie oznacza to, że jesteśmy zazdrością. Możemy odczuwać gniew, ale nie jesteśmy gniewem. Możemy nosić w sobie ogromny ból, ale nadal istnieje w nas coś, co potrafi ten ból obserwować. Właśnie ta świadomość jest jednym z najważniejszych narzędzi pozwalających stopniowo osłabiać ciało bolesne, ponieważ w momencie, kiedy człowiek zaczyna obserwować własne emocje zamiast automatycznie się z nimi utożsamiać, przestaje dostarczać im energii w taki sposób jak wcześniej.

Nie chodzi przy tym o udawanie, że negatywne emocje nie istnieją, ponieważ wypieranie ich może prowadzić jedynie do odkładania kolejnych warstw tego samego bólu. Człowiek świadomy może być zły, zazdrosny, rozczarowany albo smutny i jednocześnie zauważyć, że właśnie tak się czuje. Ogromna różnica pojawia się pomiędzy zdaniem „czuję teraz zazdrość” a przekonaniem „mam prawo być zazdrosna, więc będę przez kolejne dwie godziny analizowała, dlaczego ta osoba ma lepiej ode mnie”. Pierwsze podejście pozwala emocji istnieć, drugie zaczyna ją karmić.

Szczególnie interesującym momentem obserwacji własnego ciała bolesnego może być w przypadku kobiet czas poprzedzający miesiączkę. Medycyna określa pojawiające się wtedy zmiany fizyczne i emocjonalne mianem zespołu napięcia przedmiesiączkowego, natomiast z perspektywy Flondrianizmu można spojrzeć na ten okres również jak na chwilowy spadek naszej energii, podczas którego ciało bolesne otrzymuje łatwiejszy dostęp do emocji. Wiele kobiet doskonale zna uczucie, kiedy przez większą część miesiąca pewne sprawy wydają się zupełnie nieistotne, natomiast kilka dni przed miesiączką nagle zaczynają boleć, drażnić albo wywoływać reakcję znacznie silniejszą niż zazwyczaj. Dawne żale potrafią wtedy wrócić z zaskakującą intensywnością, niewielkie nieporozumienie może urosnąć do ogromnego problemu, a emocja, nad którą zazwyczaj potrafimy zapanować, nagle zaczyna domagać się całej naszej uwagi.

Właśnie w takich momentach świadomość własnych mechanizmów jest szczególnie cenna. Zamiast natychmiast wierzyć każdej pojawiającej się myśli, można zacząć siebie obserwować i zadać sobie pytanie, czy problem rzeczywiście stał się nagle tak ogromny, czy może moje ciało bolesne znalazło chwilę osłabienia, aby ponownie się odezwać. Sama świadomość tego procesu potrafi zmienić bardzo wiele, ponieważ tworzy niewielką przestrzeń pomiędzy emocją a reakcją. W tej przestrzeni pojawia się wybór.

Nie muszę wysyłać tej wiadomości.

Nie muszę wszczynać tej kłótni.

Nie muszę wejść na profil osoby, której zazdroszczę.

Nie muszę po raz setny opowiadać sobie historii o tym, jak bardzo ktoś mnie kiedyś skrzywdził.

Mogę po prostu zobaczyć emocję i pozwolić jej przez chwilę istnieć.

Nagromadzony przez lata ból nie pozostaje jednak, według Flondrianizmu, wyłącznie na poziomie naszych myśli. Człowiek jest całością, dlatego trudno byłoby oddzielić jego emocje, energię i ciało grubą kreską, jak gdyby były całkowicie niezależnymi od siebie światami. Negatywne emocje gromadzone przez bardzo długi czas mogą tworzyć coraz większe deformacje w polu energetycznym człowieka, a kiedy stają się wystarczająco silne, ich skutki mogą zacząć ujawniać się również na płaszczyźnie fizycznej, w samym ciele.

W takim rozumieniu choroba nie powinna być jednak powodem do obwiniania człowieka za to, że „źle myślał” albo nie potrafił wystarczająco dobrze kontrolować własnych emocji. Takie podejście byłoby nie tylko okrutne, ale również całkowicie sprzeczne z ideą świadomego i wyrozumiałego patrzenia na siebie. Flondrianizm nie powinien służyć do oceniania chorego człowieka, lecz do przypominania nam, że warto troszczyć się o własne wnętrze tak samo, jak troszczymy się o fizyczne ciało. Skoro zwracamy uwagę na to, czym się odżywiamy, ile śpimy i czy odpoczywamy, warto również zastanowić się nad tym, czym każdego dnia karmimy własne emocje.

Czasami nosimy przecież w sobie żal przez dziesięć, dwadzieścia albo trzydzieści lat. Człowiek, który nas skrzywdził, może już dawno o wszystkim zapomnieć, może mieszkać setki kilometrów dalej, może prowadzić zupełnie inne życie, a mimo to nadal zajmować ogromną przestrzeń w naszym świecie wewnętrznym. Każde przypomnienie tej historii ponownie uruchamia emocję, a ciało bolesne dostaje kolejną porcję energii. Paradoks polega na tym, że trzymając się bólu w przekonaniu, że w ten sposób pamiętamy o doznanej niesprawiedliwości, często nadal oddajemy swoją energię dokładnie temu, od czego najbardziej chcielibyśmy się uwolnić.

Uwolnienie nie musi oznaczać zapomnienia. Nie musi również oznaczać wybaczenia każdemu człowiekowi wszystkiego, co zrobił. Istnieją zachowania, których nie musimy akceptować, oraz ludzie, których mamy pełne prawo więcej nie wpuszczać do swojego życia. Można pamiętać, wyciągnąć wnioski i postawić granicę, nie nosząc jednocześnie każdego dnia emocjonalnego ciężaru tamtej sytuacji. Największym zwycięstwem nie zawsze jest moment, w którym druga osoba przeprasza albo przyznaje nam rację. Czasami największym zwycięstwem jest chwila, kiedy uświadamiamy sobie, że historia, która kiedyś potrafiła zniszczyć nam cały dzień, nie wywołuje już prawie żadnej reakcji.

Ciało bolesne zaczyna wtedy tracić swoją siłę. Nie dostaje emocji, o które prosiło. Nie otrzymuje kolejnej porcji gniewu, ponieważ zamiast się wściekać, obserwujemy pojawiającą się złość. Nie dostaje zazdrości, ponieważ zamiast godzinami porównywać się z inną osobą, zauważamy ukłucie zazdrości i zastanawiamy się, co mówi ono o naszych własnych pragnieniach. Nie otrzymuje żalu, ponieważ nie otwieramy po raz kolejny historii, której zakończenia i tak nie jesteśmy w stanie zmienić. Każdy taki moment może wydawać się niewielki, ale właśnie z takich niewielkich wyborów zaczyna składać się odzyskiwanie kontroli nad własnym światem wewnętrznym.

Warto przy tym zachować wobec siebie ogromną wyrozumiałość. Człowiek, który przez dwadzieścia lat reagował w określony sposób, prawdopodobnie nie przestanie robić tego po przeczytaniu jednego tekstu ani po jednej chwili olśnienia. Ciało bolesne może wracać, szczególnie wtedy, kiedy jesteśmy zmęczeni, osłabieni, zestresowani albo znajdujemy się w sytuacji przypominającej dawną krzywdę. Nie oznacza to porażki. Sam fakt, że zaczynamy zauważać mechanizm, którego wcześniej nawet nie dostrzegaliśmy, jest już ogromną zmianą. Świadomość nie polega przecież na osiągnięciu stanu, w którym człowiek już nigdy się nie złości, niczego nikomu nie zazdrości, nie odczuwa smutku i przechodzi przez życie z niezmiennym uśmiechem. Taki obraz byłby bardziej emocjonalnym odrętwieniem niż wewnętrznym rozwojem. Świadomość polega na tym, że coraz częściej potrafimy rozpoznać moment, w którym emocja zaczyna przejmować kontrolę, i zamiast bez zastanowienia za nią podążać, pozostajemy przez chwilę obserwatorem.

Być może właśnie dlatego tak ważne jest regularne przyglądanie się sobie bez osądzania. Zazdrość nie musi oznaczać, że jesteśmy złymi ludźmi. Zawiść nie oznacza, że nie zasługujemy na miłość. Gniew nie czyni nas potworami. Żal nie jest dowodem słabości. Każda z tych emocji może być informacją o miejscu, które nadal w nas boli, a zauważenie tego miejsca daje możliwość, aby wreszcie przestać bez końca je rozdrapywać.

Ciało bolesne chce naszej nieświadomości, ponieważ właśnie wtedy najłatwiej może się karmić. Potrzebuje automatycznych reakcji, kolejnych historii, konfliktów, porównań i powrotów do przeszłości. Świadomość odbiera mu tę możliwość, ponieważ człowiek zaczyna widzieć różnicę pomiędzy tym, co rzeczywiście wydarza się w jego życiu, a tym, co zostało uruchomione przez dawno nagromadzony ból. Z czasem może wydarzyć się coś niezwykle prostego, a jednocześnie niezwykle ważnego. Pojawi się sytuacja, która kiedyś natychmiast wywołałaby burzę, a my zauważymy, że tym razem emocja przyszła, zatrzymała się na chwilę i odeszła. Nie nakarmiliśmy jej kolejnymi myślami. Nie stworzyliśmy następnej historii. Nie pozwoliliśmy jej zadecydować za nas.

Właśnie wtedy zaczynamy rozumieć, że nie każda emocja, która pojawia się w naszym wnętrzu, musi otrzymać nasze posłuszeństwo. Możemy ją poczuć. Możemy ją zauważyć. Możemy nawet przez chwilę pozwolić jej boleć. Nie musimy jednak jej karmić.

Człowiek przez wiele lat może budować swoje ciało bolesne, nie wiedząc nawet, że to robi, dlatego uwolnienie się od niego również może wymagać czasu. Każdy moment świadomości odbiera mu jednak odrobinę energii. Każda sytuacja, w której zamiast automatycznie reagować zaczynamy obserwować, osłabia jego wpływ. Każda stara historia, do której świadomie przestajemy wracać, zamyka kolejne źródło pożywienia. Być może największa wolność nie polega więc na tym, że pewnego dnia nic już nie będzie w stanie nas zranić. Życie prawdopodobnie jeszcze nieraz przyniesie rozczarowanie, stratę, zazdrość, gniew i sytuacje, których wolelibyśmy nigdy nie przeżyć. Wolność zaczyna się raczej wtedy, kiedy przestajemy pozwalać, aby jeden bolesny dzień zamieniał się w dziesięć bolesnych lat.

Przeszłość wydarzyła się raz. Nie musimy wydarzać jej sobie ponownie każdego dnia. Ciało bolesne będzie próbowało przekonać nas, że potrzebujemy jeszcze jednej myśli, jeszcze jednego wspomnienia, jeszcze jednej kłótni, jeszcze jednego porównania i jeszcze jednego powodu, żeby poczuć dokładnie tę samą emocję. Świadomość odpowiada mu ciszą. Kiedy nie dostaje już tego, czym przez lata było karmione, stopniowo zaczyna słabnąć. Kiedy przestajemy utożsamiać się z każdą negatywną emocją, odzyskujemy przestrzeń, którą wcześniej zajmował ból. Kiedy zaczynamy świadomie obserwować siebie, odkrywamy w końcu, że to, co przez tyle lat wydawało się częścią naszej osobowości, wcale nie musi nią być. Ból może być częścią naszej historii, ale nie musi być naszym domem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy mężczyzna ma prawo nie chcieć kobiety z dzieckiem?

To, co Cię podnieca, pokazuje poziom Twojej świadomości!

Choroby nie są przypadkiem – flondriańska prawda o uzdrawianiu.